„Matematyka królową nauk” – z dumą podkreśla nauczyciel rzeczonego przedmiotu przed drżącymi na całym ciele studentami. Może i panuje nad innymi naukami, trudność jednak polega na tym, że do najprostszych nie należy i tylko garstka żaków jest w stanie samodzielnie stawić jej czoło. Ale od czego poradniki takie jak ten? Właśnie – to one sprawiają, że koszmar związany z nauką matematyki staje się nagle błogim snem. Co można jeszcze powiedzieć na zachętę? Otóż spośród wszystkich nauk matematyka jest najbardziej uniwersalna. Prawa w niej zmieniają się w bardzo ustabilizowany sposób w kontraście do takiej psychologii, którą trudno nazwać nauką stałą czy przewidywalną. Psychologia to żywioł, a matematyka pięknie oszlifowany brylant.

Prosta jest matematyka na poziomie podstawówki, gimnazjum, a czasem też liceum – już na pewno nie na profilu politechnicznym, a humanistycznym. Czy jednak jest się czego bać? W porównaniu do matematyki na studiach przedmiot ten we wcześniejszych latach nauki wydaje się być dziecięcą zabawką, grzechotką. Zamiast całek czy różniczek mamy tam na przykład wyznaczanie pola trapezu. Nie należy to do najtrudniejszych operacji matematycznych. Swoją drogą, czy ktoś z was słyszał, że można przepisać ocenę z logiki na filozofii na ocenę z matematyki dyskretnej na informatyce? Czy na pewno więc królową nauk jest matematyka, a nie filozofia? Tym niemniej – wracajmy do tematu.

Jak obliczyć pole trapezu? Jako się rzekło, nie stanowi to najtrudniejszego zabiegu pod słońcem. Bywają koszmarniejsze. Tak więc posłuchajmy co nam ma do powiedzenia matematyka, której uczą nas przed studiami: pole trapezu jest równe połowie sumy podstawy dolnej i podstawy górnej pomnożonej przez jego wysokość. Wzór wyglądałby tak: P=1/2(a+b)xh, gdzie P – pole, 1/2 – połowa, (,) – nawiasy, a – jedna z podstaw trapezu, b – druga z podstaw trapezu, x – mnożenie, h – wysokość. Przy czym rozróżniamy trapez równoramienny i trapez prostokątny. W tym ostatnim wysokością jest jedno z ramion figury, ale pole oblicza się w podobny sposób co w trapezie równoramiennym. W sensie – prostopadłe ramie jest traktowane jako wysokość. Chyba nie da się prościej wyjaśnić tej zasady, zresztą sama w sobie jest ona prosta.

Dla dociekliwych: czy prostokąt jest trapezem? Owszem, ponieważ trapez stanowi czworokąt o przynajmniej jednej parze boków równoległych, a prostokąt taki właśnie jest, to znaczy ma więcej niż jedną parę boków równoległych. A czy kwadrat jest trapezem? Owszem, również jest szczególnym przypadkiem trapezu. Dokładnie – szczególnym. Warto o tym wiedzieć, bo nauczyciel może próbować zaskoczyć nas takimi pytaniami, traktując je jako ciekawostki. Można jeszcze wspomnieć, że trapez należy do czworokątów, tak jak deltoid, równoległobok, romb, prostokąt i kwadrat. Stanowią one rodzinę czworokątów tak jak trójkątami są trójkąt prostokątny, trójkąt równoboczny, trójkąt równoramienny, trójkąt różnoboczny.

Czy każdy może nauczyć się matematyki? Przeczytajmy, co ma na ten temat do powiedzenia psycholog nad psychologami, Carl Gustav Jung: „W tym miejscu nie mogę odmówić sobie wskazania na to, że w kwestii talentu matematycznego panowały – w każdym razie dawniej – bardzo niewłaściwe poglądy. Uważano na przykład, że matematyka stanowi ucieleśnienie zdolności do logicznego i abstrakcyjnego myślenia, a zatem, że matematyka to najlepsza szkoła logiki. Talent matematyczny – podobnie jak biologicznie spokrewniony z nim talent muzyczny – to zdolność, która nie jest tożsama ani z logiką, ani z intelektem; matematyka posługuje się nimi tak samo jak filozofia i nauka w ogóle. Jak człowiek może być muzykalny, nie zdradzając śladowych choćby zdolności intelektualnych, tak również można stwierdzić zdumiewające zdolności matematyczne nawet u imbecyli. Podobnie jak nie można nikomu wpoić zdolności muzycznych, nie można zmusić nikogo do znajomości matematyki, albowiem jest to specyficzne uzdolnienie.” Niech więc osoby, które nie są za pan brat z matematyką nie wykazują wyrzutów sumienia w tej kwestii, bowiem rozumienie tej nauki to pewien dar.

Jednak jak to się mówi: „nie ma rzeczy niemożliwych”. Jak zachęcić do nauki matematyki? Na pewno nie jest to proste, jednak jeżeli już ktoś dostrzegł w niej coś magicznego, to niech ostatecznie przekonają go do takiego spostrzeżenia dwie książki: „Bezmiar matematycznej wyobraźni” autorstwa Zdzisława Pogody i Krzysztofa Ciesielskiego i/lub „Wstęp do filozofii matematyki” pióra Bertranda Russella. Trudne lektury? Ale jakże fascynujące. Choć raczej nie dla licealistów, a studentów.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here